On

2008-10-14 23:48:18

On jest wspaniały...
On to chłopak, ktory niby tak dziecinny z liceum, zaskoczył mnie zwoją niewinnoscia i nieświadomością prawdziwego uczucia. Tak to jest już... Miałam faceta, byłam z nim już 10 miesiecy, a tu nagle zwykły przypadek... Byłam na przystanku, a wracałam o porze dosyć nietypowej, bo zawsze wracałam od niego o 22, a tym razem o 19. Siedziałam sobie na przystanku i czekałam a tu patrze... O ! Jak dawno się nie widzieliśmy, jakiś rok... Jak on schudł, widać że był zmęczony, serce mi biło mocniej jak do niego podchodziłam, ale czemu? "Przecież mam chłopaka, żyję w szczęśliwym związku"
Róznie między nami bywało, jak chodziliśmy do liceum, nigdy nie wiedziałam, co tak naprawdę do mnie czuł, zawsze w jego wzroku była jakaś ukryta tesknota, czasem mnie wkurzał nie wiadomo dlaczego. Zaczęliśmy się spotykać, ach, jak mnie wkurzało, jak mój chłopak był zazdrosny, bo z tamtym lepiej się dogadywałam, jak mnie to wkurzało...
Bóg stawia na naszej drodze życia osoby, które przynosza nam od niego pytania. Bóg mi postawił Go na drodze, gdy żyłam z pozoru w dobrym związku, i postawił mi pytanie "I co teraz?". Ach, jak ja nie lubię takich pytań, pełno sprzeczności, nie chciałam znowu zaczynać czegoś niepewnego, po co wygrzebywać dawne związki, kiedy byliśmy razem, byliśmy dziećmi, ja przeżywałam strasznie swoje kompleksy, on nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, jak bardzo brakuje mi jego zainteresowania, jego czułości, jak bardzo byłam zazdrosna, ze on wolał niekiedy towarzystwo kolegów, niż moje...
Jak ludzie nas potrafią zaskakiwać... Pamiętam, umówiłam się z nim, aby pogadac o RPGach i poszliśmy sobie w ciemną uliczke. Z daleka wyczaił swoich znajomych, ach, jak ja się tego bałam... "No nie, znowu do nich pójdzie, a mnie zostawi..", jak ja sie tego bałam... Poszliśmy razem, i nagle odwrócił sie w moja strone i zaczął ze mną gadać, tak przy nich, widac było, ze nie jestem mu przeszkodą, że będzie ze mną gadał, bo się umówiliśmy. Po pewnym czasie zosatwiliśmy jego kolegów i chodzilismy.... i chodziliśmy...
Jak ja go lubię za jego szczerośc, walenie prosto z mostów, za jego cięzki niekiedy humor, z którego kocham sie śmiać. I jedną rzecz - że kiedy byłam w najgorszym dołku i zdarzało mi się na nim odreagować - nie odzywac się, albo go ochrzaniać, on mi nigdy tego nie wypomniał.
Są tacy ludzie... Że czujesz z nimi pewną więź. On to tak jakby uzupełnienie mnie, czasami się wkurzam, ze nie mozemy się spotkać, ze mam pełno rzeczy na głowie, ze się ze mną droczy, ale jak mi sie  to w nim podoba...
Tajemniczśc jest piękna, bo podsyca uczucie...
Zerwałam ten rok bycia razem... Nie myślałam, ze jeszcze następnego dnia będe miała chłopaka, z którym jakiś czas temu obeszliśmy ciemne i niebezpieczne okolice, który mi opowiadał swoje poglądy na życie, na historię, który miał zawsze piekne, brązowe oczy i który był gotowy na każde moje skinienie. Boże, jaka ja czuję się przy nim bezpieczna....
On to taki "swój chłop", znamy się już 4 lata, a mam wrażenie, ze on jest jakby dla mnie tajemnicą nie do zgłębienia...
I wiecie co ? Ja chyba jeszcze nie wierzę w swoje szczęście...

skomentuj (0)
Strona główna