Dawno mnie tu nie było, i nawet myslałam, ze ten blog został już wykasowany, a jednak... Dobrze, popiszę trochę na nim i pewnie znowu go na rok porzucę :P
To był ciężki okres - chodzi o pracę w V. Na pewno lepszy niz w E. bo przynajmniej płacili mi na rękę a nie od akordu. Praca jest cięzka, ale teraz jedno wiem i On też jedno wie - praca daje Ci takiego kopa, jakiego nawet Twój ojciec nie jest w stanie Ci dać w ramach mobilizacji. Jest jednak ta satysfakcja, ze zaczynassz sobie duzo rzeczy kupować samemu. Głupio mi, że nie poszłam na żadne studia i muszę zaciągnąć sie koniecznie do roboty, bo inaczej nie ma po co spotykac się z ojcem - znowu słowa pełne jadu, zadajace ból :( Chyba nie zostaje mi nic innego, jak pójść na archeologię - doły kopać ;P, ale przynajmniej wykonywać swoja robotę z taką pasją, że oczy mi będą wychodziły z orbit.
Związek z T. nie miał sensu, ale nauczył mnie jednego... Możesz z kimś byc rok, i go dobrze nie poznasz. Załamać się mozna, ale tak było. Ja dopiero oczy otworzyłam, jak zrywalismy ze sobą - zobaczyłam jak naprawdę jest. Nie będę tego roztrząsywać, bo już nie mam żadnych wątpliwości, ze dobrze sie stało, mam teraz innego chłopaka i nie zamierzam wdawać się w dziwnego swego rodzaju przemyślenia.
Przeszłośc powraca bardzo często - On jest kochany, ale gdy sobie pomyślę, że powtórzy się sytuacja sprzed 3 lat, aż mnie szlag trafia.
Podobno stara miłość nie rdzewieje...
I to na tyle...